Ortopeda o noszeniu

Czy noszenie jest bezpieczne dla dziecka? Jak, od kiedy i w czym można nosić? To podstawowe pytania stawiane przez rodziców na początku przygody z noszeniem. Odpowiedzi na nie poszukałam u pani dr Katarzyny Płocieniak, wrocławskiej ortopedki dziecięcej. 

Dominika Sokulska, certyfikowany doradca noszenia ClauWi: Jest Pani specjalistą z zakresu ortopedii dziecięcej, co skłoniło Panią do wyboru takiej specjalizacji?
Katarzyna Płocieniak, ortopeda dziecięcy: Już na początku mojej pracy i specjalizacji na Oddziale Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu zostałam „przydzielona” do pracy z dziećmi; więc można powiedzieć że był to przypadek. Dość szybko jednak okazało się, że to jest ten dział, w którym czuję się dobrze i swobodnie. Jako opiekuna miałam też wspaniałego doktora [Szybińskiego], z którym przez wiele lat pracowałam z dziećmi. Lubię dzieci:) Nie przeszkadza mi, że czasami płaczą. Najwspanialsze jest to, że każdy maluszek jest inny – z zewnątrz wydawać by się mogło, że przez cały dzień robię to samo, a dla mnie każdy pacjent jest jak odkrywanie czegoś zupełnie nowego. Nadal – chociaż minęło już sporo lat mojej pracy z dziećmi – nie mogę nadziwić się cudowi narodzin i cudowi rozwoju maluszka.


D.S.: Jednym słowem - powołanie. Wielu specjalistów z Pani dziedziny sceptycznie podchodzi do noszenia dzieci w chustach, część wręcz odradza chustonoszenie. Z czego w Pani opinii wynikają obawy części ortopedów?
K.P: Jak zawsze z niewiedzy:) Nie lubimy nowości i tego czego nie znamy. O chuście usłyszałam po raz pierwszy na szkole rodzenia 11 lat temu. Szkoła rodzenia Preti Agrawal – pani ginekolog, która miała „inne” podejście do porodu i pielęgnacji maluszka. To u niej pierwszy raz usłyszałam o kinezjologii edukacyjnej, masażu Shantalla i właśnie chustonoszeniu. Wypróbowałam na własnym dziecku – sprawdziło się, więc zaczęłam polecać najpierw moim koleżankom, a później również rodzicom małych pacjentów.

D.S: Nosząca ortopedka – brzmi jak bajka ;) Choć przyznaję, że coraz częściej trafiają do mnie na konsultacje rodzice skierowani przez specjalistów na naukę chustonoszenia. Oczywiście nie ma mowy by chustowanie zastąpiło terapię, jest jednak elementem ją wspomagającym. W trakcie nauki na studiach i w trakcie specjalizacji na pewno spotykacie się Państwo z zagadnieniami dotyczącymi prawidłowej pielęgnacji i noszenia dzieci. Czy w jakikolwiek sposób poruszane są zagadnienia dotyczące chustonoszenia?
K. P.: Za moich czasów takich zagadnień nie było:( Pewnie dlatego starsi lekarze nadal są antychustowi.


D. S.: Mogła by Pani przybliżyć naszym czytelnikom w jak zbudowany jest i w jaki sposób rozwija się układ kostno mięśniowy dzieci?
K. P.: Układ ruchu rozwija się w życiu płodowym i po urodzeniu, niewskazane jest przyspieszanie fizjolo-gicznej przebudowy przez zbyt wczesne sadzanie i pionizację dziecka. Dziecko rodzi się z nieskostniałym kręgosłupem, krążki międzykręgowe są silniej uwodnione niż u dorosłego. Wraz ze wzrostem dziecka i jego rozwojem kręgosłup stopniowo kostnieje od góry. Na początku rozwoju kręgosłup jest w całkowitej kifozie, dopiero z wiekiem pojawia się lordoza szyjna (wtedy, gdy dziecko zaczyna trzymać samodzielnie głowę), następnie kifoza piersiowa (gdy samodzielnie siada) i lordoza krzyżowa (gdy samodzielnie chodzi). Pojawiają się stopniowo, wraz z rozwojem i kostnieniem kręgosłupa oraz rozwojem mięśni go wspierających – czas jest indywidualny dla każdego dziecka. Kręgosłup kostnieje stopniowo od góry, dodatkowo dziecko poprzez codzienny ruch (zalecane leżakowanie na twardym podłożu, tzw „zabawy na parterze”) wzmacnia siłę swoich mięśni, co pozwala mu na wsparcie kręgosłupa i nabywanie nowych umiejętności ruchowych. Pojawienie się krzywizn świadczy o tym, że dziecko rozwija się i jest gotowe do wykonywania nowych czynności. Kości miednicy też początkowo są chrząstką, kostnieją do 25 roku życia. Kostnienie rozpoczyna się w punktach kostnienia, w miejscu gdzie jest kontakt miednicy z głową kości udowej. Warunkiem kostnienia jest prawidłowy nacisk na elementy panewki. Staw biodrowy jest stawem kulistym, składa się z panewki kości miednicznej i głowy kości udowej. By rozwój stawu był prawidłowy głowa kości udowej musi trafić dokładnie w część stawową panewki. Ma to miejsce przy zachowaniu prawidłowej pozycji odwiedzeniowo-zgięciowej. Taką pozycję można uzyskać w prawidłowo zawiązanej chuście.


D. S.: Wspomniała Pani o pionizacji, dlaczego pionizacja maluchów jest niebezpieczna?
K. P.: Bo zaburza prawidłowy rozwój układu kostno-mięśniowego: biodra, kręgosłup, stopy.


D. S.: Wielu rodziców zastanawia się, czy pozycja jaką dziecko przyjmuje w chuście jest dla niego bezpieczna – pionowe ułożenie dziecka kojarzą z pionizacją. Czy mogła by Pani wyjaśnić dlaczego w prawidłowo zawiązanej chuście nie dochodzi do pionizacji dziecka?
K. P.: Pionowe ustawienie w chuście nie powoduje obciążenia kręgosłupa – nie powoduje lordotyzacji kręgosłupa, a biodra ustawione są w bardzo optymalnej dla rozwoju stawów pozycji czyli tak zwanym bezpiecznym odwiedzeniu i zgięciu. W takiej pozycji głowa, która jest najcięższym elementem ciała dziecka, opada na klatkę piersiową rodzica i to na rodzica właśnie przenosi się obciążenie. Z pionizacją mamy do czynienia, gdy ciężar głowy dziecka spoczywa na jego kręgosłupie, tym samym go obciążając – zdarza się to wtedy, gdy chusta jest nieprawidłowo zawiązana i nie wspiera właściwej pozycji dziecka. Między innymi dlatego wiązania w chustę warto uczyć się od doradców noszenia. Prawidłowo zawiązana chusta nie powoduje rozwoju asymetrii i nie nasila asymetrii, która już istnieje [szczególnie jeżeli lekarz współpracuje z fizjoterapeutą ,a rodzic jest sensowny, można wykorzystać chustę jako dodatek do rehabilitacji dziecka]


D. S.: Czyli jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Dobrze zawiązana chusta stabilizuje dziecko w pozycji odwiedzeniowozgięciowej, dobrze dociągnięta tworzy „egzoszkielet” dziecka. Rodzice nieraz noszą maluchy w „chustowej” pozycji jednak bez zawiązanej na nich chusty. Czy jest to bezpieczne dla dzieci?
K. P.: Jest to bezpieczne, jednak w krótkich okresach – tzn raczej do przeniesienia dziecka, niż wyjścia z maluszkiem na spacer. Chusta będzie stabilizowała niemowlę przez cały okres, kiedy jest zawiązane, ręce do czasu zmęczenia... i wtedy maluszek może zacząć przybierać nieprawidłową pozycję…


D. S.: … a im dłużej dziecko przebywa w nieprawidłowej pozycji tym większe są szanse na zaburzenie prawidłowego rozwoju. Czy są jakieś problemy związane z rozwojem kostno-mięśniowym dziecka, które Pani zdaniem powodują, że dziecko nie powinno być noszone w chuście?
K.P.: Odradzam chustę w przypadku znacznej asymetrii. W tej sytuacji zalecam skupienie się na rehabilitacji maluszka, czas na chustowanie przyjdzie po uporaniu się z asymetrią. Podobnie z dysplazją stawów biodrowych – chusta nie może zastąpić wczesnej diagnostyki i leczenia.


D. S.: Czy to oznacza, że dzieci z dysplazją w ogóle nie powinny być noszone w chuście? Miałam przypadki dzieci z dysplazją kierowanych przez ortopedów, którzy zalecili chustowanie jako wspomożenie terapii. Niektórzy zalecali chustowanie na ortezach, niektórzy pozwalali ściągać ortezy właśnie na czas chustowania. Mówię oczywiście o prawidłowo zawiązanej chuście.
K. P.: Nie, to oznacza, że chustą nie możemy zastąpić prawidłowego leczenia, najlepiej przez doświadczonego lekarza. Natomiast chusta może być narzędziem pomocniczym w leczeniu i doleczaniu dysplazji lub promowaniu prawidłowej pielęgnacji noworodka lub niemowlęcia, u którego stawy nie są idealne, ale nie występują inne objawy patologiczne w badaniu fizykalnym, a w dynamicznym badaniu USG biodra są stabilne (my nazywamy to biodrem granicznym, czy wg naszej klasyfikacji IIA ). Do takiego postępowania należy podchodzić bardzo indywidualne, ale mam dobre i bardzo dobre doświadczenia w stosowaniu chusty u takich dzieci. U dzieci, które zaopatrzone są w ortezy odwodzące, po wstępnej stabilizacji stawów biodrowych zezwalam na noszenie w chustach, i najczęściej zezwalam na ściąganie ortezy w czasie gdy dziecko jest zawiązane w chuście.


D. S.: W chuście można nosić dzieci już od urodzenia, od kiedy możemy zacząć używać nosideł?
K. P.: Uważam, że jeżeli biodra są zbudowane, rozwinięte prawidłowo (co powinno być ocenione za pomocą badania USG, a nie tylko badaniem fizykalnym), jeżeli występują jądra kostnienia to można już przejść na nosidła. Warto jednak zwrócić uwagę, aby nosidło było idealnie dopasowane, trzeba bardzo uważać na zbyt duże odwiedzenie nóżek, przyklejenie miednicy dziecka do osoby noszącej i stabilizację boczną, która w przypadku nosideł jest mniejsza niż w chuście. Nosidła powinny być używane przez dzieci samodzielnie siedzące, właśnie ze względu na duże odwiedzenie nóżek, a tym samym mniejsze zgięcie w stawie biodrowym, przyklejenie miednicy dziecka do osoby noszącej i mniejszą stabilizację boczną. Oczywiście dopuszczamy wyjątki dla młodszych dzieci (np. dla rodziców z dwiema lewymi rękami do chust), z zastrzeżeniem, że nosidło powinno być idealnie dopasowane (regulowane lub szyte na miarę). Reasumując - chodzi o ustawienie: odwiedzenie i zgięcie stawów biodrowych - w chustach możemy idealnie ustawić pozycję i ustabilizować kręgosłup dziecka, nosidła nie dają nam aż tak dużego pola manewru.

D. S.: Rozmawiamy oczywiście o nosidłach miękkich, odpowiednio dopasowanych do budowy dziecka – o odpowiedniej wysokości i szerokości panelu. Dlaczego nie powinniśmy używać tzw. wisiadeł? Jak wygląda pozycja dziecka w tego typu nosidłach i jakie skutki może mieć dla ich zdrowia w późniejszym czasie?
K. P.: Stawy biodrowe dziecka nie są w nich ustawione w prawidłowej pozycji – jest za małe odwiedzenie nóżek, brak lub bardzo małe zgięcie w stawie biodrowym. Powoduje to, że kręgosłup nie ma prawidłowego wygięcia lub wręcz, niestety częściej, kręgosłup ma nieprawidłowe wygięcie w odcinku lędźwiowym. Skutkuje to najczęściej wadami postawy w późniejszym wieku (rzadko wiązanymi przez rodziców z nieprawidłowym noszeniem dzieci w młodszym wieku), w sporadycznych przypadkach może prowadzić do nieprawidłowego rozwoju stawów biodrowych – szczególnie jeżeli biodra nie były całkowicie prawidłowe, czyli występowała tzw resztkowa dysplazja.


D. S.: I tu nasuwa mi się kolejne pytanie. Często spotykam się z pytaniami rodziców na temat prowadzonych badań nad wpływem różnych sposobów noszenia na zdrowie dziecka, padają one szczególnie często w kontekście noszenia w „wisiadłach”. Czy spotkała się Pani z tego typu badaniami?
K. P.: Nie znam takich publikacji. Prawdopodobnie dlatego, że żadna komisja bioetyczna ich by nie dopuściła:( Nie ma standaryzacji wiązania chust. Który z rodziców „poświęciłby” swoje dzieciątko, żeby na niej/nim wypróbować nową metodę? Podobnie, często spotykam się z pytaniem o bezpieczny czas przewożenia dzieci w fotelikach samochodowych – nikt nie określił takiego czasu, bo niby w jaki sposób. Układ ruchu rozwija się przez wiele lat, nie wystarczy więc ocena wyników wczesnych – czyli np. po roku noszenia dziecka w chuście. Badania wymagają także oceny wyników odległych – po 10 czy 25 latach, a takie z oczywistych powodów są mało realne do przeprowadzenia.

D. S.: Nasza dotychczasowa rozmowa dotyczyła głównie dzieci. A mamy jeszcze do czynienia z osobą noszącą – jak noszenie w chuście wpływa na rodzica? Czy choroby, np. skolioza czy zespół cieśni nadgarstka są przeciwwskazaniem do noszenia? 
K. P.: Nie ma przeciwwskazań – prawidłowo zawiązana chusta nie obciąża noszącego, nie ma istotnego wpływu na obciążenie kręgosłupa, czy przeciążenia nadgarstków, które tak często zdarzają się u młodych rodziców (jest nawet choroba, która nazywa się nadgarstkiem piastunki). Młody rodzic jest narażony na duże obciążenia związane z nowym trybem życia, swoją nową rolą rodzica. Dziecko wymaga opieki – podnoszenia, noszenia – co tym bardziej obciąża nadgarstki, ramiona, kręgosłup. Prawidłowo zawiązana chusta pozwala na odciążenie nadgarstków i rąk, a także rozkłada ciężar ciała dziecka na większą powierzchnię ciała rodzica (barki, kręgosłup, obręcz barkowa), tym samym zmniejszając jego obciążenie. Wiązania symetryczne typu kangurek czy plecak prosty wspierają prawidłową pozycję osoby noszącej. Jest to ważne szczególnie w kontekście młodej mamy, której kręgosłup jest już mocno obciążony po ciąży. Jeżeli chodzi o skoliozy – oczywiście zależy jakiego stopnia – niewielkie skoliozy nie są bezwzględnym p/wskazaniem, tak jak noszenie plecaka czy uprawianie sportów, warto jednak skonsultować się z lekarzem

D. S.: W takim razie na zakończenie naszej rozmowy poproszę o podsumowanie – warto nosić?
K. P.: Zdecydowanie warto. Pomijając to o czy rozmawiałyśmy już wcześniej – czyli pozytywny wpływ na rozwój układu kostnego dziecka, chustonoszenie ma mnóstwo innych zalet, o których nie sposób nie wspomnieć. Dziecko jest w stałym kontakcie fizycznym z opiekunem, co zwiększa u niego poczucie bezpieczeństwa i redukuje stres, wzmacnia też wiarę we własne siły. Poruszanie się wraz z rodzicem powoduje, że dziecko aktywnie uczestniczy w życiu codziennym i ma możliwość obserwacji otoczenia na adekwatnym poziomie widzenia. Rodzice mogą włączyć i przyzwyczaić dziecko do rytmu dnia, mając z nim stały kontakt i komunikację szybciej uczą się dziecka potrzeb. Uwalniają ręce, mają więcej swobody (co jak, każdy młody rodzic wie, jest niesamowitym plusem), mogą bez przeszkód poruszać się nawet po terenie, który jest nieprzyjazny dla wózka. Jednym słowem nosić.

D. S.: Dziękuję za rozmowę.